Asertywność i jej brak.
Święta tuż, tuż, ale dzisiaj będzie klimat niepiernikowy. Swoją drogą - moje pierniczki już miękna, dzisiaj zostały oblane białą czekoladą, posypane kolorowym cudactwem i czekają do niedzieli na swoją kolej. Ani mnie ziębią, ani mnie chłodzą, bo ze względu na brak jasno wytyczonej diety pozwalam sobie na słodkości, kiedy tylko mam ochotę.
Pewnie z nowym rokiem podejmę nową walkę o nową ja, na razie jednak moja walka jest w stanie stand-by.
Moja asertywność jest uśpiona. Bo...mam głupie marzenia. Moim pragnieniem jest, żeby ten zwariowany świat mnie kochał i żeby nie tylko to co materialne mnie otaczało. Głupie jak na dwudziestoczterolatkę, która pewnie moglaby już jeździć audi A4, mieć mieszkanko i wogóle mogłabym byc cool.
Tymczasem nikt mnie nawet nie zauważa, co rodzi we mnie mase kompleksów. Swoją droga, ciekawa jestem, czy moje kompleksy są zauważalne. Codziennie stoję przed lustrem i widzę siebie. Ani to ładne, ani to brzydkie. Ani to mądre, ani to głupie. W moim życiu brakuje polotu, niektórzy nazywają to pasją. Ciągle odkładam na bok poszukiwanie szczęścia, tak jakbym miała żyć wiecznie. A doskonale wiem, że nie będę.
Polocie, gdzie jesteś???
Ja się kurna pytam.
Wracając do konkretów. Piwnookie Marzenie, czyli pewny Pan był dzisiaj Czerwonooki. Biedactwo, pewnie ze zmęczenia, albo jakie grypsko go łapie. Nie wiem, bo rozmawiam z nim tylko na poziomie: zrób to zrób tamto plus dodatkowa krytyka każdego dnia, jeżeli o czymś zapomnę ( a to zdarza mi się często), albo zrobię nie po jego myśli. Przejebany żywot asystentki. Staram się, ale wychodzi ze mnie moja buńczuczna natura (często) i często gęsto robię coś na przekór, chcoiaż wiem, że będą z tego problemy. Tego akurat nie rozumiem, no ale co zrobić.
Urwis ze stacji zjawił się dzisiaj znowu na chwilkę. Co by to nie było, jakby mi nie podokuczał. Nie miałam ochoty wdawać się w głupie dyskusje, zapodałam więc jałowy temat naszej marnej choinki:) Na dowidzenia oczywiście dokopał mi słowami, że nic nie robię i polazł. Odetchnęłam z ulgą, choć liczyłam na to, że będę mogła napić się z nim kawy i poprzekomarzać. No ale skoro polazł, to miałam święty spokój.
Dzisiaj jest dzień, w którym płeć męska mogłaby dla mnie nie istnieć. Ani mnie ziębią, ani mnie chłodzą, tak samo jak te moje pierniki.
Przy łamaniu opłatkiem zażyczę sobie standardowo, żeby kolejne święta spędzić z kimś wyjątkowym.
Może to być nawet mój kot, którego jeszcze nie mam:)
Głosuj (0)
DzikaRoza23 || 20:50:21 20/12/2011 || 0
Komentuj.
Powrót